Patrzę na te zdjęcia i czegoś mi brakuje, nie wiedziałam czego... Dawno, dawno temu... jeszcze przed erą Taszy w okularach (!!!), w końcówce światła, dzień przed ścięciem włosów specjalnie zapuszczanych na peruki dla chorych dzieciaków. Pamiątkowo. Niespodziewanie.
Bez ostrości. Za to z masą emocji!
Natasza. Gdańsk. Kilka minut, jakie miałam przed warsztatami... Dla niej kilka minut to wystarczający czas i na szaleństwa i na wygłupy i całą masę min i emocji. Lubię ją za to!
Dawno jej tu nie było, ale na prywatne zdjęcia zawsze jest najmniej czasu. Inna sprawa, że zauważyłam, że aparatu na nasze spacery nie zabieram tak często, jak kiedyś.
Minus pracy fotografa. Bardzo chcę to zmienić!
Uwielbiam ją fotografować, chociaż zawsze myślę sobie, że to ostatni raz, że mam dosyć!
Zawsze ma dla mnie tylko chwilkę.
Chwilkę i wielki ładunek emocji.
Tych najpiękniejszych.
Kiedy kończy się zwariowany czas, kiedy tempo trochę zwalnia... pojawiają się chwile idealne do nadrabiania prywatnych zaległości, porządków na dyskach i odnajdywania zdjęć zapomnianych. Tasza. Morze. I nasz cudnie wyjątkowy spacer.